Wunderwaffe von Herrn Tusk

 

Michał Tkaczyszyn

Od kiedy Warszawa nie została „zdobyta”, a Antoni Macierewicz przypomniał sobie, że najlepiej wychodzi mu spektakularna destrukcja własnej pracy, premierowi spadł niemały kamień z serca. Zorientował się przy okazji, że wobec utrzymującego się trendu sondażowego, przy którym niemal wszyscy byli już gotowi wyobrazić sobie powrót prezesa Kaczyńskiego do władzy, cały zaprzyjaźniony obóz medialny aż palił się do obrony nadszarpniętej reputacji jego otoczenia. Gdy okazało się, że zagrożenia zewnętrzne eliminują się same, przyszła pora na umocnienie pozycji wewnątrz partii. Od kiedy Tusk pozbył się ze swojego otoczenia zdecydowanej większości samodzielnie myślących polityków, słusznie właśnie w Grzegorzu Schetynie wciąż widzi tego, który jako jedyny mógłby w naturalny sposób przejąć po nim władzę w PO. Patrząc na to, w jakich okolicznościach Jacek Protasiewicz i jego stronnicy stawali się w ostatnich tygodniach na Dolnym Śląsku szanowanym biurem pośrednictwa pracy, widać wyraźnie, jak bardzo Tuskowi musiało zależeć na kolejnym osłabieniu wpływów Schetyny w jego mateczniku. Gdyby premier chciał całkowicie pozbyć się kolejnego z założycieli PO, zrobiłby to już dawno, a to wskazuje na zasadność tezy, jakoby ten wiedział o przewodniczącym Platformy o odrobinę zbyt wiele.

Czytaj dalej

Populizm penalny

Stefan Zimny

W ubiegłą środę Sejm przyjął – miażdżącą większością głosów – ustawę o leczeniu przestępców z zaburzeniami po odbyciu przez nich kary. Termin prac nad uchwalonymi rozwiązaniami nie jest przypadkowy. Geneza tej ustawy sięga późnych lat osiemdziesiątych, kiedy to w Polsce obowiązywało (od 1988 roku), z początku nieformalne, moratorium na wykonywanie kary głównej. Problem w tym, że w więzieniach znajdowało się ówcześnie liczne grono osób, wobec których kara ta została orzeczona przed wprowadzeniem owego moratorium. Ponieważ kodeks karny z 1969 roku nie operował karą dożywotniego pozbawienia wolności, wyroki śmierci wobec sprawców najcięższych zbrodni zostały zamienione na kary 25 lat pozbawienia wolności. Nietrudno policzyć, że od tamtych wydarzeń minęło niemal 25 lat. Odpowiedzią na społeczne obawy związane z wyjściem na wolność pierwotnie skazanych na śmierć zbrodniarzy jest właśnie ustawa zakładająca przymusowe leczenie “osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzające zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób”.

Czytaj dalej

Węgry na rozdrożu

Miłosz Węgrzyn

W kwietniu przyszłego roku Węgry czekają istotne z punktu widzenia systemu partyjnego wybory parlamentarne. Ich rezultat przesądzi bądź o utrzymaniu dominującej pozycji przez koalicję Fidesz-KDNP, bądź o odrodzeniu się partii lewicowych i powrocie do dwublokowego wzorca rywalizacji.

Czytaj dalej

W imię wrażliwości

Michał Tkaczyszyn

Rok 2013 będzie można bez wątpienia nazwać za kilka miesięcy rokiem profesora Zygmunta Baumana. Co prawda okrągłą, siedemdziesiątą rocznicę powołania do życia Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, organizacji, w której młody naukowiec stawiał swoje pierwsze, jakże stanowcze kroki w karierze zawodowej, będziemy wspólnie obchodzić dopiero za dwa lata, ale już dziś widać po liczbie medali wieszanych na jego szyi, że ciężko będzie znaleźć większy autorytet moralny ostatniego czasu. Kilka dni temu usłyszeliśmy, że rektor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Jego Magnificencja Robert Kwaśnica, wraz z władzami uczelni przeforsował pomysł nadania Zygmuntowi Baumanowi tytułu doktora honoris causa. Tłumaczył, że „po fazie testowej” komunizmu i „obnażeniu jego fałszu, znalazł się on w gronie pierwszych krytyków tej ideologii.” Trudno oponować. Jako oficer KBW i agent stalinowskiej Informacji Wojskowej, Bauman „natestował” się komunizmu aż miło.

Czytaj dalej

Nie matura, a chęć szczera…

Michał Tkaczyszyn

Jakiś czas temu, w czasie jednych z zajęć, cała moja grupa była, eufemistycznie rzecz ujmując, nienajlepiej do nich przygotowana. Prowadzący skwitował to w oryginalny sposób, zaznaczając, że ze stanem wiedzy z tego dnia jesteśmy gotowi, by ubiegać się mandaty poselskie. – W sejmie też nic nie trzeba umieć – rzekł.

Czytaj dalej

Uwagi o populizmie

Stefan Zimny

Niedawno, podczas dyskusji z jednym z moich kolegów temat zszedł na populizm w polityce. Termin ten jest, jak mi się zdaje, bardzo często i chętnie używany w politycznych dyskusjach. Podczas rzeczonej rozmowy uświadomiłem sobie jednak, ze często jest pojmowany, moim zdaniem, głęboko mylnie. Otóż tenże kolega, człowiek bardzo rozumny, oskarżył pewnego polityka o populizm właśnie. Odparłem, ze tak nazwać akurat go nie można, gdyż populista, aby na to miano „zasłużyć”, powinien spełniać łącznie dwa warunki:

Czytaj dalej

Polskie Haiti

Miłosz Węgrzyn

Przeglądając niedawno swoje “archiwum” ze starymi gazetami, natknąłem się w “Angorze”* na ciekawy artykuł Jakuba Mielnika  o polskich śladach na Haiti – karaibskim państwie, kojarzącym się przeciętnemu Kowalskiemu z tragicznym w skutkach trzęsieniem ziemi z 2010 roku, a kibicom piłkarskim z Mistrzostwami Świata w 1974 roku. Oto jeden z najciekawszych fragmentów:

Czytaj dalej